Nie dziwcie się moi drodzy, że wszystko, co nas otacza do tej pory jeszcze stoi na głowie. Tak już zapewne zostanie przez jakiś czas, a potem przyjdzie walec i wyrówna.
Na samym wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jest "atak na Radio Maryja" ani inne tego typu sprawy, chociaż czepiać się będę dzisiaj zdania, które właśnie tam padło. Nie mam zamiaru nikogo personalnie atakować, może troszkę zaczepię pana profesora Jerzego Roberta Nowaka.
W czwartek 3 stycznia 2002 roku w Radiu Maryja w audycji "Rozmowy niedokończone" usłyszałem z ust pana profesora Jerzego Roberta Nowaka bardzo dziwne stwierdzenie:
"Okradanie biednego kraju, takiego jak Polska jest czymś o wiele bardziej podłym niż okradanie bogatych krajów.". No i fajno panie profesorze. W uszach ludzi zapewne to zdanie nie wzbudza emocji, bo przyzwyczajeni jesteśmy do tego, żeby się specjalnie nie zastanawiać i gotowiśmy rzec, że dobrze gada i dać mu wódki. Ja jednak zgodzę się z panem profesorem tylko w jednej kwestii. Polska bogatym krajem nie jest. Reszta zburzyła niezmącony spokój mych myśli. Gdyby iść dalej takim tokiem rozumowania to zaraz można by powiedzieć, że okradanie biednego jest czymś o wiele bardziej podłym niż okradanie bogatego. Teraz taki na przykład Biedny pomyśli sobie, że jak już coś ukraść to tylko Bogatemu, bo to mniej podłe. Dobrze facet kombinuje. Idąc dalej tym tropem można zauważyć, że gość okradający państwo i tak jest w roli biednego, bo przecież nie jest bogatszy niż państwo. I tym sposobem jakiś tam złodziej ma już gotową linię obrony w sądzie na wypadek wpadki. Przecież okradł bogatszego, czyli należą się okoliczności łagodzące, czyli wyrok w zawieszeniu. Od tego już tylko krok od rozgrzeszenia biednego, który okrada bogatego. Tym sposobem doszliśmy do mojego ulubionego bandziora Janosika, który to według legendy właśnie tak postępował. Janosika tak zwany lud już rozgrzeszył, a nawet pochwalił. W rolę tego zbója wcieliło się już dawno państwo, a wraz z nim różne ekipy polityczne i bardzo im z tym do twarzy. Teraz to już są jaja! Państwo jest rozgrzeszone, bo kradnie bogatym i rozdaje bogatszym, a okradają je biedni, bo im się wydaje, że są biedniejsi niż państwo. Ludzie akceptują postawę państwa, a bulwersuje ich postawa tych, którzy je okradają. Czy już wystarczająco namieszałem? To teraz postaram się wyprostować. Weźmy na przykład jakiś egzemplarz Pisma Świętego i przeczytajmy sobie taki na przykład Dekalog, a jakby komuś było mało to jeszcze może sobie przeczytać kawałek "Księgi Przymierza" pt. "Prawo rzeczowe" (to jest w "Księdze Wyjścia"). Nie znajdziemy tam żadnej gradacji złodziei. Nie ma znaczenia, czy kradnie bogaty, czy biedny. Nie jest istotne, czy okradziono biednego, czy bogatego. Ważne jest natomiast, żeby złodziejowi winę udowodnić, a następnie zmusić do WYPŁACENIA ODSZKODOWANIA w wysokości dwukrotnej wartości tego, co ukradł. Myślę, że skoro nasz system wartości pochodzi właśnie z tej natchnionej księgi, to właśnie ona powiada nam, co to jest sprawiedliwość i jak ją należy rozumieć. Nie mam tutaj na myśli tego, żeby po wypłaceniu odszkodowania złodziei puszczać do domu, ale to żeby w pierwszej kolejności zmuszać delikwentów do oddania tego, co ukradli i do naprawienia wszelkich pozostałych szkód. Potem można myśleć, co z facetem zrobić. Proponuje także ocenę moralną poczynań złodziei pozostawić w rękach sądów, a społeczeństwu nie mieszać w głowach taką socjalistyczną gadką. Czyn każdego złodzieja jest czymś podłym, a jedynie powody, dla których ucieka się do takich metod zarobkowania mogą być ewentualnie odczytywane przez sąd jako okoliczność łagodząca. Nie ma przecież różnicy między bogatym, który okrada biednego, a biednym okradającym bogatego w momencie, gdy obydwaj złodzieje działają z chęci wzbogacenia się. Czyli nie pieprz pan, panie profesorze, takich farmazonów tylko nazywaj pan rzeczy po imieniu. Od mieszania w głowach są specjaliści od Unii Europejskiej.
Marek Czapla